-

ainolatak

Operacja "Polska Sukienka". Realizacja. Epoka elżbietańska, czyli czas rosnących nastrojów patriotycznych cz. 5

Pierwszy odcinek "polskiej sukienki", zamówionej przez Tropicielkę tutaj  :)

W 1585 roku zostały zaprezentowane kolejne dwa obrazy Elżbiety I w sukniach w polskim stylu. Pierwszy z lewej to portret Marcusa Gheeraertsa Starszego zatytułowany „Pokój”, zamówiony kilka lat wcześniej przez Leicestera (ujęty wraz ze swoją rodziną w tle). Drugi obraz przedstawia Elżbietę z gronostajem autorstwa Nicholasa Hilliarda. 

Na pierwszym, królowa przynosi z gałązką oliwną pokój, jednocześnie wielki miecz u jej stóp może wskazywać inne zamiary, choć Anglicy twierdzą, że to symbol praworządności i sprawiedliwości (na serio). Na drugim pojawia się ten sam symbol, do tego mały gronostaj w koronie (mały król? ;) wzmacniający majestat i panowanie Tudorówny. Nie będę wchodzić dalej w szczegółowy opis wszystkich symboli, interesują mnie tylko polskie suknie. Czyżby ich pojawienie się wskazywało, że głowę królowej i pozostałej rządzącej bandy znowu musiały poważnie zaprzątać sprawy polskie?

Jak sądzę tak właśnie było – dwa lata wcześniej, wiosną do Londynu przyjeżdża wspomniany wczoraj Olbracht Łaski, którego z kolei współcześni historycy próbują umieścić na półce z szalonymi, ale nieszkodliwymi pasjonatami alchemii, co najwyżej warchołami. Zatem co tak cennego mógł zaproponować, bliski już bankructwa, hulaka, że został przyjęty na dworze Elżbiety, jak najwyższy dostojnik? Wybaczcie, że ponabijam się z wiki, ale nie mogę się powstrzymać. Jest w niej napisane: „Już w pierwszym tygodniu pobytu [Łaski] został dwukrotnie przyjęty na audiencji przez Elżbietę I. Musiał oczarować władczynię skoro kazała otoczyć go opieką swym faworytom hrabiemu Leicesterowi i Filipowi Sidneyowi. A jednak nie dla Elżbiety przybył do Anglii: jego celem było pozyskanie dla siebie i dla polskiego króla alchemików Johna Dee i Edwarda Kelleya, którzy obiecywali góry złota każdemu, kto ich zatrudni”….Nie dla Elżbiety, a dla „magików”…Toż to sam Łaski w grobie przekręcając się rechocze. Oto on, sprawny i groźny polityk, wielmoża i cenny informator na usługach dworu habsburskiego, przyjechał do Elki z najświeższymi wiadomościami wagi państwowej, oferując swoje usługi, a oni tu wyjeżdżają z magikami… Przecież on bierze udział w grze operacyjnej tajnych sił angielskich...jak to ładnie opisał Dee w swoim pamiętniku, że "najwyższe hierarchie "duchów" wyrażają się o Olbrachcie pozytywnie i przyzwalają na dopuszczenie go do swych tajemnic i rozmów z "aniołami"". Proszę w zamian posłuchać jak Łaskiego przyjął jeden z aniołów skąpstwa, czyli Elżbieta. Oprócz starego znajomego Sidneya, zabawiał go minister spraw zagranicznych, „prawie król” Leicester. A uniwersytet w Oxfordzie dostał bezpośrednio od królowej instrukcje jak ma umilać kilka dni naszego warchoła. Był więc i pokaz sztucznych ogni, akademickie dysputy o Koperniku (w tym z Giordano Bruno) i dwa spektakle teatralne wystawione z taką pompą, że nawet sztucznego śniegu i scen polowania nie zabrakło, wszystko to za niebagatelne 86 funtów, co stanowiło prawie ¼ wszystkich kosztów ugoszczenia polskiego gościa (niezła sumka 350 funtów, czyli ok 50 tys. obecnie). Po przyjemnościach zapadły poważniejsze, anielskie decyzje. W prawdzie Batory cieszył się jeszcze dobrym zdrowiem, wciąż będąc w sile wieku, jednak nie przeszkadzało to Anglikom w ustalaniu strategii na kolejną elekcję.

Według postanowień John Dee – najbardziej doświadczony szpieg i twórca doktryny imperialnej Anglii, a jednocześnie znawca okultyzmu, medycyny i trutek – w szczycie swojej sławy miał opuścić Londyn i pojechać razem z Łaskim do Polski. Do pary Walsingham dodał mu nowego agenta Edwarda Kelleya, który od roku wspierał nie najmłodszego już Dee. Zapakowali bagaże z księgami, medykamentami, w sakiewki wrzucili sztuki złota, by wraz z rodzinami wylądować w Polsce w drugiej połowie 83’. Ekipa ulokowała się po znajomych informatorach, z których również korzystał wcześniej Philip Sidney (w Pradze w czeskim centrum agencji, czyli domu Hajka, a w Krakowie u Pernusa). Kursowali również pomiędzy Krakowem a Pragą, by odwiedzać nowego cesarza Rudolfa II. Aż do momentu kiedy Dee, nie został po raz drugi zaproszony na audiencję, co wróżyło jedno – cesarz nie będzie tolerował szpiega, który gra tylko w jedną stronę. Kelley okazał się nieco bardziej elastyczny i dlatego nie spotkało go wygnanie. Ale zanim do tego doszło urządzili kilka seansów dla spłukanego Łaskiego, po to by w końcu załatwił im to po co przyjechali, czyli możliwość osobistego spotkania ze Stefanem Batorym, co w końcu nastąpiło wiosną 1585 roku, najpierw w Krakowie, a potem w Niepołomicach. Na Batorym bełkot i nakaz poddania się rozkazom demona nie zrobiły większego wrażenia i kazał wynosić się magikom precz. Może na widok szpiegów przypomniały mu się zagadkowe śmierci jemu bliskich osób, takie jak młodego bratanka Baltazara, w którym pokładał wielkie nadzieje, jako swojego sukcesora, a który zaraz po przyjeździe do Krakowa wziął się i utopił w Wiśle…

Czy udało się Dee, podczas spotkania, zaaplikować Batoremu długo działającą truciznę, by przyspieszyć kolejną elekcję, czy nie, trudno dzisiaj bez poważnych w końcu badań rozstrzygnąć. Pozostają nam jedynie poszlaki. Tym bardziej, że jak twierdziła w 62’ polska historyk Karolina Lanckorońska, londyńskie archiwum państwowe przeżyło „oczyszczenie” z pewnych dokumentów, dotyczących spraw polskich z okresu panowania Elżbiety I, ukręcając tym samym raz na zawsze łeb ważnym kwestiom…

Przyjazd Anglików „magików” do Polski nie miał innego uzasadnienia, jak osobiste spotkanie z Batorym. I to jak sądzę nie po to, by zauroczyć swoją aparycją, tudzież gadkami demonów. Władca Polski, mimo że korzystał z usług astrologów, interesował się nauką, czyli w tamtym czasie np. alchemią, miał głowę na karku i wszyscy o tym wiedzieli. Fama Batorego jako przenikliwego umysłu i potężnego stratega, mającego wiedzę o wszelkich sposobach walki z przeciwnikiem była powszechna. Po zdobycie informacji o tym co się dzieje w Rzeczpospolitej, też nie musieli przybywać osobiście, bo mieli tu swoich bardzo dobrych informatorów z Łaskim na czele. Zakładam zatem, że powodem musiało być coś innego, bardzo poważnego, co uwzględniało stałe zmiany w Rzeczpospolitej i usunięcie Batorego. Posłużę się tutaj seansem spirytystycznym z 1583 roku w wykonaniu duetu Dee&Kelley dla Olbrachta Łaskiego, o którym pisał już kiedyś Coryllus, choć w nieco innej odsłonie. Demon Galuah, który odpowiadał na zapytanie Łaskiego, kto zostanie następnym królem Polski, w mętnych słowach, jednakowoż konsekwentnie, wskazuje na angielskie pochodzenie króla, przemieniającego się czasem w kobietę z laską w kolorze biało-czerwonym (zupełnie jak róża tudorska). Dee podczas seansu wspomina też rok 1582. To rok, w którym pod znakiem zapytania stanął dalszy dynamiczny rozwój angielskiej Kompani Wschodniej w Elblągu, gdyż Batory dogadał się z do tej pory wrogim Gdańskiem (który nie faworyzował Anglików). Co więcej, Rosja w tym czasie oddała Łotwę i południową Estonię Rzeczpospolitej, tracąc tym samym dostęp do Bałtyku, a 2 lata wcześniej jeszcze sympatyzująca ze Stefanem Turcja zamknęła drogę handlową Rosja-Persja. Nie mogło się to podobać powstającemu imperium brytyjskiemu, a straty finansowe musiały być nadzwyczaj bolesne. Rok 1582 był dla Dee osobiście ważny, a kluczowy dla „operacji polska sukienka” również z tego powodu, że właśnie wtedy przedstawił swoją słynną mapę półkuli północnej i zintensyfikowano plany wielkich podbojów, znalezienia północno-zachodniego szlaku morskiego i drogi do Chin przez Rosję. Dlatego Galuach mówi, że przyszły młody król (z pewnością nie 49-letni Łaski, a raczej Sidney, który w owym czasie miał niespełna 29 lat) będzie rządził ponad 21 Królestwami, a jego rządy zaowocują zmianami tego państwa (Polski), jak i całego świata. Dee dodał, że podbój musi być wielki… Nawet w tym przedstawieniu z duchami widać, że plany korony brytyjskiej uwzględniały wymianę Batorego na „lepszą”, pilnującą interesów brytyjskich, wersję. I mowa tu o planach grupy najpotężniejszych po Elce osób w państwie, takich jak doświadczony polityk i truciciel Leicester, czy Walsingham, których ambicje rządzenia nie były w pełni zrealizowane, a interesy zabezpieczone. Czy było to za przyzwoleniem Elżbiety (jak twierdzi Zins), czy też pretendowanie poddanych do królewskiej pozycji doprowadzało rudą wariatkę do ataków histerycznego szału (jak twierdzą inni), jest w istocie kwestią drugorzędną, bo realne działania były podejmowane. Owszem, Leicester wspomina w swoich sekretnych zapiskach, że czuł rozczarowanie postawą Elżbiety, która ponoć nie akceptowała ani jego jako Generalnego Zarządcy i władcy Stanów Niderlandzkich, ani jego siostrzeńca, jako elekcyjnego króla Polski. Ale gromadą i korzyścią zawsze mogli ją przekonać.

Niestety Batory z końcem 85’ zaczyna czuć się coraz gorzej. Jednak staje się coś nieplanowanego. Na kilka miesięcy przed śmiercią Batorego, w bitwie pod Zupthen zostaje ranny Sidney i wkrótce umiera. Leicester załamuje się. Tym bardziej, że kilka miesięcy wcześniej umiera również ojciec Sidneya, Henry – zarządca i Deputy Irlandii (swego czasu w radzie Kompanii Moskiewskiej), z równie wielkimi ambicjami, mający w tym samym miejscu ulokowane interesy. Wielki plan oraz lata przygotowywań i PR-u robionego Filipowi przez wujka, teścia i grono zaufanych padają z powodu braku „młodego króla”.

Tworzenie legendy Sidneya jako osoby wybitnej, zasługującej na uwielbienie godne królowi, rozpoczęło się wraz z jego śmiercią i pochówkiem. Zamiast dość prywatnego pożegnania zrobiono narodowe wydarzenie w Katedrze św. Pawła, gdzie wtedy nie chowano zwykłej arystokracji, tym bardziej literatów…. Koszt pogrzebu, za który w całości płacił szef agencji szpiegowskiej Walsingham, a więc przełożony i jednocześnie teść Filipa, a który omal nie pogrążył go finansowo wyniósł ok. 6 tys. funtów. Dla porównania, pogrzeb „prawie króla” Leicestera kosztował o połowę mniej. Tak wielkiej pompy od koronacji Elżbiety Londyn nie widział. Prześwietna procesja, zamówione liczne poematy pogrzebowe, epitafia, wojsko, dostojnicy państwowi i kościelni, heraldowie i płaczki. Taki obraz miał być nagłaśniany w kraju, jak i na kontynencie rozwodząc się przy okazji nad wielce ważną protestancką sprawą za jaką oddał życie Philip Sidney – wybitna jednostka, pierwowzór angielskiego dżentelmena. Pogrzeb maksymalnie wykorzystano również politycznie – mimo, że Sidney zmarł w październiku 86’ pogrzeb odbył się dopiero w lutym roku następnego. W pierwszej chwili nieco mnie to zdziwiło, ale później przypomniałam sobie, że w październiku rozpoczął się również proces o zdradę Marii I Stuart, a zakończył ścięciem właśnie w lutym 87’. Czekano więc z pogrzebem Filipa, by jego przepychem i propagandowych przekazem przesłonić ścięcie kolejnej koronowanej głowy w Anglii. Nawet po śmierci Philip przysłużył się koronie brytyjskiej. Za to pogrzeb miał jak żaden literat.

Batory przeżył Sidneya zaledwie o kilka miesięcy. Umarł w grudniu 1586 roku, ale chyba niespodziewanie skoro jak mówią nie zdążył przyjąć ostatniego namaszczenia. Smocze zęby z herbu Batorego nie pokonały lewiatana. Oficjalnie historycy twierdzą, że zmarł na nerki, albo z obżarstwa i nadużywania trunków, albo też od starego dziabnięcia przez psa. Jak do tej pory znalazł się tylko jeden poważny człowiek, który w XX wieku na podstawie poszlak stwierdził, że Batory został otruty i cały proces poszlakowy umieścił w publikacji „Czy królobójstwo?: krytyczne studium o śmierci króla Stefana Wielkiego Batorego”, wydanej w Londynie w latach sześćdziesiątych i chyba nigdy nie wznowionej. Nie ma szans, by wiki o nim wspominała. Był nim lekarz medycyny Herman Zdzisław Scheuring, jednocześnie naukowiec, autor wielu fachowych publikacji, w tym o wstrząsach medycznych i patologiach zatrucia.

Ale wracam do „króla Sidneya”. Już rok po śmierci Sidneya i Batorego powstała słynna elegia autorstwa Roberta Dow'a, w której po raz pierwszy można przeczytać o Philipie, jako szykowanym kandydacie na króla Polski. Kawałek tego utworu zacytuję, bo doprawdy jest tego wart:

„Wzrusza mnie twój los szlachetny Sarmato […]. Lecz tak wspaniałą chlubę wieku zabrał twemu krajowi czarny dzień przedostatni grudnia, a ty osierocony Polaku, jesteś pozbawiony króla i błąkając się w rozterce po niegościnnych krajach, wszędzie poszukujesz skwapliwie pasterza podobnego do Stefana, jak gdyby można było takiego znaleźć […] I niedługo trzeba by go było szukać, gdyby losy nie zabrały z ziemi w miesiącu październiku Philipa Sidneya. Jemu to naturalną koleją rzeczy przypadłoby następstwo po zmarłym Stefanie, gdyby sam wcześniej nie rozstał się ze światem […] Lecz tego naszego rodaka, Brytyjczyka, który – jak się bardzo modliłem – z chwilą śmierci Stefana mógł zostać twoim królem […].”

Mamy więc Dow'a, potem kronikarza francuskiego Pierre de l’Estoile, który napisał w 1609 roku wzmiankę o kandydaturze Sidneya, bo przez dekady powtarzano to czym żył Londyn w latach osiemdziesiatych XVI w. Później zapisał to Robert Naunton (1641). Kolejni XVII wieczni wspominający o tym to Thomas Fuller, Antony Stafford, William Pen czy Francis Osborne. W czasach nowszych, badacze literatury bardziej sceptycznie odnosili się do sprawy, nie mogąc znaleźć sensu dla takiego ruchu politycznego (oprócz Zinsa, Żantuana czy Mony Wilson, która dopuszczała zastąpienie Batorego Sidneyem, ale pomysł miał być tylko rozważany przez krąg przyjaciół Anglika). Najnowsi historycy tym bardziej ignorują wydarzenie, nie widząc sensu stawiania innych niż wcześniejsze hipotez. Z najświeższych badaczy, jedyny Dana F. Sutton posunął się najdalej wiążąc wystawienie kandydatury przez jakąś frakcję polityczną (najpewniej polską) z wizytą Łaskiego w Londynie, jednak i on kończy analizę stwierdzeniem, że choć Łaski chciał zaoferować swoje szpiegowskie usługi to jednak elegię Dowa można uznać za retoryczną hiperbolę wynikającą z jego fascynacji Polską. Ostatni współczesny, polski głos na temat Sidneya podnosi w analizie „Mit o kandydaturze Sir Philipa Sidneya…” Rafał T. Prinke, polski historyk, autor licznych publikacji z zakresu astrologii (sic!), który odrzuca najsensowniejszy trop jaki podjął Sutton, twierdząc – zupełnie jak wiki – że Olbracht Łaski zawitał do Londynu, by widzieć się z szarlatanem Johnem Dee i wycisnąć z jego medium odpowiedź na pytanie czy on sam zostanie królem Polski, a cała historia Sidneya, jako kandydata na tron Polski jest mitem historiograficznym…

-------------------------------------

Ja jednak zamiast stawiać horoskop, obsesyjnie upieram się przy "kolei rzeczy", która dla Anglików była naturalna ;) Z resztą operacja „polska sukienka” nie skończyła się wraz z odejściem Sidneya. Zaledwie kilka lat po śmierci Batorego, pod oknami jego wdowy, Anny Jagiellonki został przyłapany podglądający królową przebrany za służącego cudzoziemiec. Okazał się nim sam ambasador angielski w Moskwie, szpieg Kompanii Moskiewskiej, Sir Jerome Horsey. Wiedziony ciekawością obyczajów królowej odurzył się mocnym zapachem słodkich roślin oraz dziwnych kwiatów i został przyłapany…. Mnie jednak ta olfaktoryczna wersja wydarzeń nie satysfakcjonuje. Jedno jest pewne Horsey mimo, że był mniej utalentowanym niż zmarły Sidney „dyplomatą” mierzył wysoko. Od kilku lat dogadywał z Borysem Godunowem swoje małżeństwo z wdową po księciu duńskim Magnusie Inflanckim – Marią, która była ostatnim znanym potomkiem Zofii Palaologii, więc mogła rościć pretensje do moskiewskiego tronu. Maria dobrze orientowała się także w kwestiach polskich jako, że jej zmarły małżonek potajemnie pertraktował z Batorym przeciwko Rosji, a później został jego wiernym poddanym, walcząc w kampanii moskiewskiej.

Gry operacyjne korony brytyjskiej dotyczące zmiany biegu wydarzeń polskiej historii zdają się być zatem żywsze niż karmazyn sukienki Elżbiety I. A historia mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby tylko Sidney nie stracił życia wcześniej niż Batory lub nie powinęła się Horseyowi nóżka – jak kto woli kopytko – i nie został przez Godunowa wyrzucony za szpiegostwo z Rosji.

Kluczem zabezpieczenia wschodnich interesów korony brytyjskiej była słaba katolicka Rzeczpospolita, a nawet jej brak (do czego doszli już w następnym stuleciu) – silna, z Batorym na czele, zwycięskimi wojnami z Rosją i sojuszami z Turcją, blokującymi handel z Persją, krzyżowała te plany. Handel „afrykański”, czy pirackie zasilanie Korony przez Drake’a, w prawdzie dość skuteczne – złoto złupione przez tego ostatniego w latach 80-81’ pozwoliło koronie brytyjskiej wydostać się z zadłużenia –  były jednak niestabilnymi źródłami dochodu, w przeciwieństwie do stałych zysków. Profity płynące z odkryć Nowego Świata też dopiero miały się wydarzyć w przyszłości. Dlatego tak ważny był stały przychód ze sprawdzonej i poważnie dokapitalizowanej, w tym w uzbrojenie, rosyjskiej kompanii. Wilson w swoim „Marlowe” pisze, że jedna aukcja Kompanii Moskiewskiej w roku jej powstania (1553) kosztowała 25 funtów, w 1572 już 450 funtów, a więc o 1800% więcej. Dochody netto np. w  71-72’ wyniosły 210 tys. funtów! W Kompani, mającej wyłączny monopol na ten kierunek ekspansji zagranicznej, udziały i miejsce w „radzie” miały najważniejsze osoby w państwie, a opłaty licencyjne szły do kasy Elżbiety z góry, jeszcze przed policzeniem zysków. To firma finansowała wyprawy poszukujące lądowych szlaków handlowych z Persją. Kiedy angielski car, Iwan Groźny, umierał w Moskwie, Rosjanie wpadli w radość, ale w Londynie zapanowała konsternacja – zyski Kompanii przekładały się znacząco na przychody korony brytyjskiej, pochodzące zarówno z oficjalnych transakcji, jak i nielegalnych omijających dokumenty księgowe Kompanii. Jakiekolwiek zagrożenie handlu z „kolonią rosyjską” bezpośrednio uderzało w stan finansów korony i rozwój imperium brytyjskiego, nie wspominając już o finansowaniu działań agencji ówczesnego M5, czy głównym zasilaniu prywatnych fortun bezwzględnych elżbietańskich polityków.

Dziękuję za uwagę.

 

* Określenie brytyjskiej gry operacyjnej „Polska sukienka”, oczywiście nigdzie nie istnieje. Ukułam je na użytek swojego tekstu, po zaobserwowaniu zbieżności dat powstania obrazów z Elżbietą ubraną w stylu polskim z zainteresowanie sprawami Polski w Londynie, co ponownie ujawniło się po prawie 10 latach na kolejnych obrazach w szczycie drugiego zainteresowania naszą potęgą pod Batorym i wynikającymi z niej implikacjami dla korony brytyjskiej.

 

Literatura ta sama co wczoraj. Dodatkowo art. dot. procesu poszlakowego otrucia Stefana Batorego: https://niezlomni.com/krolobojstwo-zginal-bo-chcial-podbic-moskwe-proces-poszlakowy-w-sprawie-smierci-krola-stefana-batorego/

A tu dla przypomnienia dawne fantastyczne notki Coryllusa i Kamiuszka na ten temat:

https://coryllus.pl/artur-pendragon-podbija-polnoc-basn-iii/

https://www.salon24.pl/u/coryllus/386095,o-falszywych-intencjach-i-jeszcze-gorszych-wnioskach,2

https://www.salon24.pl/u/kamiuszek/437638,oprycznina-spola-lewiatana-z-behemotem

 

 

Elżbieta portret z gronostajem 1585 (Ermine Portrait)

Elżbieta, portret „Pokój” (Peace Portrait)

Szpiegowski team

Dee&Kelley i demon Galuah? ;)

Stefan Batory i Anna Jagiellonka

Anna Jagiellonka 1587 w stroju koronacyjnym

Stefan Batory w stroju koronacyjnym ok 1583 r.

Pogrzeb Philipa Sidneya

Robert Dudley (Leicester) jako General Governor Zjednoczonych Prowincji Niderlandów, 1586

Podglądacz, czyli Jerome Horsey

Anna Jagiellonka w wieku, w jakim mógł ją widzieć Horsey

 



tagi: propaganda  szpiedzy  kompania moskiewska  elżbieta i  philip sidney  elekcja  olbracht łaski  stefan batory  anna jagiellonka  john dee  leicester 

ainolatak
3 kwietnia 2018 17:44
28     5464    17 zaloguj sie by polubić
komentarze:
dziad-kalwaryjski @ainolatak
3 kwietnia 2018 17:56

Jestem pod wrażeniem materiału i źródeł. Czemu jednak Anna Jagiellonka nie ma "polskiej sukni" ? :)

Czy nie ma innych obrazów, portretów angielskich, w którym ViPy występują w guzach i tasiemkach?

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @dziad-kalwaryjski 3 kwietnia 2018 17:56
3 kwietnia 2018 18:01

haha, bo Jagiellonka miała damską suknię, a Elka chcąc robić za króla (czyli w wolnym tłumaczeniu cytując Dee baba przebrana za króla..raz baba raz chłop ;)  miała kieckę w stylu męskiej mody polskiej - prosze zerknąć na ilustracje do wczorajszej części :)

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @ainolatak 3 kwietnia 2018 18:01
3 kwietnia 2018 18:17

A istotnie - moda męska. Znaczy Elka suflowała by to z nią zrobiono to, co w efekcie wykonano z Anną Jagielonką - wybór na króla z jakimś mężem w pakiecie.

Swoją drogą podoba mi się ówczesna moda męska.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @dziad-kalwaryjski 3 kwietnia 2018 18:17
3 kwietnia 2018 18:21

u niej to jeszcze inna opcja była: król, ale bez męża w pakiecie ;)) 

Prawda, ze fajna była? Tez bardzo lubię takie zapięcia husarskie

cieszę się, że sie Panu historia spodobała :)

zaloguj się by móc komentować

elzbieta @ainolatak
3 kwietnia 2018 19:30

Czyta sie jednym tchem - dzieki za Pani prace!

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @ainolatak
3 kwietnia 2018 19:50

Doskonała historia. Pomyśleć, że globalizacja (mody) już dawno istniała. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @elzbieta 3 kwietnia 2018 19:30
3 kwietnia 2018 20:02

dziękuję i zachęcam też do zerknęcia na dawne teksty Gabriela dotyczącej tematu :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @adamo21 3 kwietnia 2018 19:50
3 kwietnia 2018 20:04

Bardzo dziękuję :)

mnie samą zdumiewa ta globalizacja i szybkość przekazywania informacji nawet bez internetu tudzież innych wynalazków techniki

no i że moda jest taka ważna :)

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak
3 kwietnia 2018 21:45

Z tego, co pamiętam, to Łaski wracał do Polski zupełnie oczadziały wróżbami polskiej korony. Chyba kiedyś odgrzebię, to co mu  angolskie "demony" wywróżyły. 

Ciekawie też chyba w tę opowieść postać Kochanowskiego, by się wpleść mogła.

Kilka z interpretacji poemaciku "Szachy" o ówczesne dynastyczne knowania potężnie zahacza.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak
3 kwietnia 2018 22:07

Świetne. Muszę jeszcze ze dwa razy przeczytać żeby zdobyć się na jakiś komentarz. Ale to dopiero jutro wieczorem. 

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @ainolatak
3 kwietnia 2018 22:22

Fascynująca opowieść, Katalonio. 

zaloguj się by móc komentować

Tytus @ainolatak
4 kwietnia 2018 08:44

Rewelacja! Dziękuję.

Z Olbrachtem Łaskim jestem związany tym, że był panem zameczku Niedzica po drugiej stronie Dunajca ode mnie. Ciekawe, co i z kim odprawiał w Pieninach?

Suknie Elki są przepiękne i bogate, szczególnie ta czarna. I te perły.

Czy mi się wydaje, czy to są czarne perły?

Klątwa Elki.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier 3 kwietnia 2018 22:07
4 kwietnia 2018 17:34

Dziękuję. Czekam zatem na wrażenia!

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @KOSSOBOR 3 kwietnia 2018 22:22
4 kwietnia 2018 17:34

Bardzo Pani dziękuję i cieszę się, że historia interesująca. Osobiście niektóre jej szczegóły otwierały mi szeroko oczy, a czytając teksty pewne słowo bezgłośnie wychodziło mi z ust… ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 3 kwietnia 2018 21:45
4 kwietnia 2018 17:38

Szachy Kochanowskiego fantastycznie wplata się w historię! Dziękuję, nie znałam tego, a usunęłam z tekstu pewien kawałek (żeby trochę odchudzić pierwotną wersję), który jak się okazało do niego nawiązywał.…

Otóż Kochanowski napisał historyjkę, która miała podtekst polityczny. Królem duńskim z utworu miał być Zygmunt August, który chciał wydać Annę za mąż. Ta zakochała się w jednym z kandydatów Fiedurze – czyli Magnusie Duńskim, ale drugi Borzujm (Iwan Groźny) zaczął wygrywać. Ze swojego tekstu usunęłam informację o księciu duńskim Magnusie (bracie króla Danii i Norwegii Fryderyka II), który zanim ożenił się z księżniczką Marią, starał się o rękę Anny i miał pomysły na wojnę z Iwanem Groźnym w ramach sojuszu polsko-duńskiego! Ostatecznie Zygmunt nie pozwolił na małżeństwo, pewno obawiając się dynamicznego szwagra….Wersja oficjalna była, ze chciał zbyt dużego posagu. Późniejsze poświęcenie w walce z Moskwą pokazało jakiej klasy to był człowiek.

A Kochanowski z Łaskim dobrze się znali, bo tenże peany pisał o wielkości i waleczności Olbrachta…chociaż pod koniec swojego życia, czyli w okresie kiedy Łaski przehulał rodzinne miliony i szalał w poszukiwaniu sponsora, Kochanowski napisał taki wierszyk do wojewody sieradzkiego:

Łaski! Niegardź chałupy pochylonym szczytem,

Niegardź z małego sadu warzywnej potrawy,

Czyń jak wielcy mężowie, niegardź lichym bytem,

A tern samem dostąpisz nieśmiertelnej sławy

Musiało być nieźle skoro Kochanowski, stary sprzedawczyk go upominał…Dlatego myślę, że z tego Londynu to wracał nie tyle oczadziały sprzecznymi wróżbami, co otwierającymi się niesamowitymi możliwościami…

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Tytus 4 kwietnia 2018 08:44
4 kwietnia 2018 17:42

A teraz Pan jmieszka na zamku niedzickim?? ;)

Łaski był posiadaczem ogromnych połaci ziemi na Południu RP, Podolu i Wołyniu. Miał też posiadłość we Włoszech a i chrapkę na mołdawską ziemię. Państwo Niedzieckie z zamkiem i Kiezmarskie z kawałkiem Tatr i jeszcze cos tam odziedziczył po ojcu. Podolskie i wołyńskie ziemie po żonie Beacie, która biedaczka szukając opiekuna i pomocy w walce o majątek z zięciem wyszła za młodszego o 21 lat Łaskiego (ona miała 49 on 28 lat). Po czym, jak tylko przepisała mu majątek potraktował okrutnie i uwięził ją w zamku w Kieżmarku, gdzie biedowała w zamknięciu i wielkiej nędzy, bez kontaktu z ludźmi przez 8 lat. Słała błagalne prośby wszędzie, ale przez tyle lat nikt nie pomógł, co tylko mówi o tym jaką Łaski miał pozycję w RP… lepszą chyba niż sam król Zygmunt August, który nie kiwnął palcem… W międzyczasie ten potwór zawarł drugie, a więc bigamiczne małżeństwo z jakąś Francuzką…Beata pod strażą, zanim zmarła, była przez 11 lat!

Na Wołyniu ludzi w starostwie traktował okropnie, prowadząc rabunkową politykę. Potem zastawił i utracił Państwo Kiezmierskie. A W 89 sprzedał, wcześniej zastawione Państwo Niedzieckie, z zamkiem i kawałkiem Tatr, które były w posiadaniu Łaskich przez 60 lat.

 

Co do pereł odpowiem za chwilkę, bo tu telefony :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Tytus 4 kwietnia 2018 08:44
4 kwietnia 2018 19:03

Co do pereł. Rzeczywiście to czarne perły symbolizujące bogactwo i dobrobyt, najprawdopodobniej wcześniej własność Marii Szkockiej (jej prezent ślubny). Są dwie wersje, w jaki sposób Elka znalazła się w ich posiadaniu. Pierwsza – zostały ukradzione dla Elki, druga – że kupiła od niej jak już była w areszcie Anglii. Elżbieta wiedziała, że Marii zabrakło już pieniedzy, a nie sponsorowała przecież jej pobytu, więc wysłała przedstawiciela, żeby je kupił, bo były wyjątkowe. Podobno kosztowały 3600 funtów. Elka miała bardzo dużo ubrań i błyskotek, Mary mało, ale biżuterię miała cenniejszą niż jej siostra, dlatego ta pierwsza tak bardzo chciała ją mieć.

Ale ciekawszym klejnotem na portrecie z gronostajem jest tzw. klejnot „trzech braci”, nakrycie głowy składające się z 3 diamentów osadzonych w trójkącie wokół spiczastego (piramida!) diamentu i 4 gigantycznych pereł oraz rubinów i szmaragdów. To jeden z najcenniejszych klejnotów Korony. Gdyby przetrwał do dnia dzisiejszego byłby bezcenny. Dla porównania, antyczna perła Elizabeth Taylor, równie imponująca, w 2011 roku była warta 11 milionów dolarów. Kamień centralny, o niezwykłym kroju ważył około 30 karatów (to na podstawie obliczeń z obrazów). Na początku XV wieku był to największy fasetowany diament znany w Europie. Podobno należał do księcia Burgundii, który sprzedał go bankierowi Fuggerowi, który z kolei zaoferował go Henrykowi tacie Elki. W XVII wieku usunięto wszystkie kamienie i zamontowano na innym modniejszym nakryciu głowy, a w kolejnym wieku został zakupiony przez Amerykanina, którego nazwisko nigdy nie zostało ujawnione. Potem ślad po klejnocie zaginął.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @ainolatak 4 kwietnia 2018 17:34
4 kwietnia 2018 21:22

A tam, "bezgłośnie". Wtedy tak nie działa ;) Przecież wymyślono to słowo na okoliczność walnięcia się młotkiem w palec. Jak se człek powie /.../, to odczuje wyraźną ulgę!

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ainolatak
4 kwietnia 2018 23:06

Fantastyczny tekst, Katalonii! Dopiero dzisiaj mogłam przeczytać całość, stąd ten spóźniony komentarz. Podrzucam przy okazji taki kwiatek, czyli hagiografię Sidneya w trzechsetną rocznicę śmierci, z polskiego pisemka Wieczory Rodzinne. Ciekawe kto wówczas wpadł na pomysł, żeby zamącić w umysłach polskich dziatek historią takiej kreatury?

"ODWAGA I MOC DUCHA.

Pięknie jest być odważnym, przezwyciężać wrodzoną trwogę wobec niebezpieczeństwa, lecz największej potrzeba na to odwagi i mocy ducha, aby pokonać własną popędliwość i miłość własną. Słuszne to bardzo twierdzenie, że ten jest największym bohaterem, kto potrafił zwyciężyć samego siebie.

W XVI wieku żył w Anglii znakomity mąż stanu i zarazem pisarz wielkiego talentu, nazwiskiem Filip Sidney. Zajmował on wysokie stanowisko na dworze panującej wowczas krolowej Elżbiety, a jak wszyscy ludzie, łaską monarszą zaszczyceni, obok licznych przyjacioł i pochlebcow, miał też wielu nieżyczliwych, ktorzy mu powodzenia zazdrościli. Pewien młodzieniec lekkomyślny, należący do stronnictwa nieprzyjaznego zasłużonemu temu mężowi, napadł go raz w miejscu publicznem, nie szczędząc słow najobelżywszych, chciał bowiem doprowadzić do tego, aby sir Filip Sidney stanął z nim do pojedynku. Gdy ten jednak nic nie odpowiedział i cierpliwie znosił to niegodne postępowanie, szaleniec uniosł się do tego stopnia, że mu w twarz plunął.

— Młodzieńcze — rzekł Filip Sidney ze spokojną godnością — gdybym mogł tak łatwo krew twoję zetrzeć z mego sumienia, jak tę obelgę ścieram z twarzy, zabiłbym cię w tej chwili na miejscu. Taka wspaniałomyślność musiała rozbroić najzawziętszego nieprzyjaciela, młodzieniec padł'do nog czcigodnego męża i błagał o przebaczenie, a sir Filip, ktory mogł go zgubić z największą łatwością, gdyż miał wielką władzę w kraju, nigdy nie szukał pomsty nad nim i wszystko puścił w niepamięć. Jakże wielką była moc ducha tego człowieka, ktory umiał tak panować nad sobą, iż powstrzymał słuszne oburzenie w chwili, gdy go najcięższa spotkała obelga, nie chcąc krwi bliźniego brać na swoje sumienie. Sir Filip Sidney zginął śmiercią walecznych na polu walki w obronie kraju, był on rownie dzielnym wojownikiem, jak roztropnym mężem stanu."

Wieczory Rodzinne, r. VII, nr 32, Dnia 26 Lipca (7 Sierpnia) 1886 r.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @KOSSOBOR 4 kwietnia 2018 21:22
5 kwietnia 2018 06:57

z przyczyn obiektywnych nie mogłam na głos :)),

choć rzeczywiście byłoby to lepsze, bo po cichaczu efekt jest taki, że niecenzuralne słowo powtarza się w kółko :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jolanta-gancarz 4 kwietnia 2018 23:06
5 kwietnia 2018 07:45

Bardzo dziękuję :)

A te Wieczory Rodzinne realizujące „pozytywistyczny program wychowawczy” dla dzieci i młodzieży,  po prostu wyborne...no właśnie tego słowa zabrakło w moim tekście…prawdziwy mąż stanu ;)))

Patrząc na stan osobowy redakcji , może to tłumaczka Maria Julia Zaleska (miłośniczka lordów i prozy fantastyczno-przyrodniczej) dokonała takiego piruetu wychowawczego? Aż dziw bierze, że nie dodała tutaj martyrologicznej historii, powtarzanej po śmierci Sidneya, jakoby ten, będąc już rannym, odmówił kubka wody twierdząc, że potrzeba innego rannego żołnierza jest większa niż jego…No i jak ten paskudny, zazdrosny Edek de Vere (bo to o owego młodzieńca z opowiastki wieczornej z pewnością chodzi) mógł się tak znęcać nad przyszłym wzorem cnót wszelkich ;)

Oxford cały czas kpił z Filipa, że splagiatował innego pisarza, co zaowocowało „pojedynkiem” na….korcie tenisowym, gdzie Oxford wyzwał Sidneya od szczeniaków, a ten bardzo wolnomyślicielsko odpowiedział: cały świat wie, że psy mają szczeniaki, a ludzie dzieci. Po czym pojmując, jaką gafę wystrzelił w kierunku przeciwnika, wściekły wycofał się z kortu, a potem z dworu Elżbiety (relacja jego „giermka” Fulke Greville)

Muszę na poważnie zainteresować się tymi Wieczorami Rodzinnymi :)

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @jolanta-gancarz 4 kwietnia 2018 23:06
5 kwietnia 2018 09:22

Dnia 26 Lipca (7 Sierpnia) 1886 r.

Grzebać mi przyjdzie w liczbach. Wrzutka cenna... 7 Sierpnia 1886 w kalendarzu gregoriańskim to była sobota.

Autorka zapewne nawiązywała do  rozprawy teoretycznej Obrona poezji (1595 ),  w której sir Filip Sidney głosił prawo poety do wyobraźni i fantazji przetwarzającej rzeczywistość

Z tego łez padołu zszedł był bohater 17 października 1586. Więc to taki okolicznościowy przyczynek z wyprzedzeniem, coby do Londynu dotarł na czas, znaczy się pamiętamy i fason trzymamy i my w zakonie spod znaku szkockich derwiszy 18

 

zaloguj się by móc komentować

Tytus @ainolatak 4 kwietnia 2018 19:03
5 kwietnia 2018 12:35

To o perłach to jest dodatkowy artykuł. ;)

Czarna perła jest najpiękniejszą, moim skromnym zdaniem, perłą.

A Łaski to wyjątkowa kanalia.

Dziękuję i pozdrawiam!

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @ainolatak 5 kwietnia 2018 07:45
5 kwietnia 2018 18:14

Mąż stanu albo ludź honoru.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak
5 kwietnia 2018 21:16

Kryptonim "operacja polska suknia" bardzo trafiony, zważywszy, że duża część majątku, w jaki Elżbieta, a tym bardziej Leicester, Walsingham i Sydney się "przywdziali", była z rabunku. Teraz przyszedł czas by przystroić się w sukno Rzeczyposopolitej. Zapewne by schlebić ich gustom i smoczym apetytom, pewien inny wysłannik piekieł, pardąs, dworu angielskiego, w 1596 snuł sobie fantazję w swoim raporcie z podróży do państwa Polonii, że puszcza litewska to Las Hercyński, Brytole to nowi Rzymianie, Polacy, Litwini i Rusini to nowi Galowie. Nie omieszkał opisać handlowych dogodności Dźwiny i Dniepru jako ogniwa łączącego Morze Czarne z Bałtykiem. Siłą rzeczy Litwa musiała stać się nowym Lasem Hercyńskim. Ależ im ślinka leciała gdy słyszeli te wieści.

Dzięki za tę historię Filipa Sydneya. Brakujące ogniwo. Kiedyś próbowałem snuć interpretację tych objawień Galuacha i tych transmutacji płciowych przyszłego władcy Polski. Bo podobno polski sztandar był niegdyś cały karmazynowy. Po prostu nasze praszczury na sztandarze miały czerwca polskiego. Zaś biało czerwony sztandar mieli Czesi. Zachodziłem więc w głowę czy to przypadkiem nie do konszachtów z Rudolfem kusił Łaskiego miszcz Dee. Ale ta operacja płciowa nijak tu nie pasowała. A zapomniałem że biało-czerwone róże są w herbie Tudorów. Teraz ja to czytam jako wyraz intencji poddania Polonii pod władzę Sydneya, który nie przestaje być poddanym Tudorowej. 

Badając kilka lat temu współczesne objawienia rzekomo św. O. Pio (trzecia wojna, trzy dni ciemności itp., bliźniaczo podobnego w stylistyce do proroctw tzw. Baby Wangi, niewidomej "mistyczki" z Bułgarii) doszedłem do wniosku, że funkcja polityczna, manipulacyjna tych pseudo-objawień bardzo się nie zmieniła. Jedyna różnica to taka, że chcą uchodzić za wieściu z najwyższego źródła. Aniołowie już teraz nie wystarczą. 

Nadto w kręgu anglosaskim ciągle prześladuje tamecznych speców od propagandy podprogowej kompleks osoby monarszej płci pięknej. Nie byłbym sobą gdybym nie zachodził w głowę dlaczego? Względny praktyczne chyba są na pierwszym miejscy. Wówczas gang pociągający za sznurki mógł wabić klany dobrze ustawione na kontynencie nie tylko małżeństwem, ale i nadzieją na wywindowanie własnego rodu do rangi dynastii rządzącej. Z Elką 2 i Filipem też chyba tak było, sądząc po tych przepychankach z Filipem, podjudzanym przez jego wuja Luisa Mounbattena mającego chrapkę na nową dynastię Mounbattenów. 

Inna sprawa że niewiasta na tronie łatwiej daje się manipulować. Zawsze jest niebezpieczeństwo, że z nieśmiałego młodzieńca wyrośnie Ryszard Lwia Paszczęka albo Henryk 8. 

Biorę też pod uwagę inspirację kabalistyczne. Dualizm żeńsko-męski. 

   

  

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak
5 kwietnia 2018 21:44

Pięknie Pan to ujął: przystroić się w bogate sukno Rzeczpospolitej...nieodrodne dzieci lewiatana.

Jak pierwszy raz przeczytałam te bełkoty Dee, to od razu układało się w Anglię, ale potem pomyślałam, że może mam obsesję i wszędzie widzę tych okropnych wyspiarzy, więc analiza jeszcze raz, i jeszcze raz, ale nic innego nie chciało wyjść i jeszcze ten rok 1582! A dualizm żeńsko-męski był strasznie u nich modny. Myślę, że to Cecil z Dee w końcu zadecydowali, że kobieta król bez męża będzie najlepszym rozwiązaniem i w zależnosci od potrzeb raz będzie jak mężczyzna, innym razem jak delikatna kobieta. Toż to nawet Porcja z ostatnio dyskutwanego Kupca Weneckiego też nie był zadecydowana czy jest kobietą czy mężczyzna i jako ta ostatnia występowała w męskim przebraniu...

Ale Ryszard Lwia Paszczęka super :))

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 5 kwietnia 2018 21:44
5 kwietnia 2018 21:44

to oczywiście do Magazyniera

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować