-

ainolatak

Subiektywnym okiem jesiotra, czyli w Baranowie pamięć kują


Magnacka uczta

Mój mini reportaż nie będzie detaliczną relacją, a zaledwie degustacyjnym menu, tych wszystkich obfitych dań, jakie nam zaserwowano 9 marca 2019 roku na Zamku w Baranowie Sandomierskim. Będzie li tylko mozaiką podróży, w której niektóre fragmenty wybierały się same, a niektóre do imentu subiektywnie wybrałam, bo pobudzały do dalszych rozmyślań, kiedy ręce przez wiele godzin walczyły razem z kierownicą z podmuchami wietrzyska w trasie powrotnej do domu.

By skosztować pełnej uczty trzeba przybyć do Kliczkowa. Myślę jednak, że zarówno urywki nagrań, jak i wpisy pozostałych uczestników konferencji, którzy mimo czynnego życia zawodowego i rodzinnego, szkód po wichurze i zmęczeniu po długiej podróży, zakończonej rzuceniem się w wir poniedziałkowych obowiązków, podzielą się uchwyconymi i przestukanymi w klawiaturę fragmentami z tego niezwykłego wydarzenia, którego poziom przewyższył Tłokinię (kto by pomyślał, że jest to możliwe!), a wrażeń i przemyśleń zostawiło tyle, że do tej pory nie sposób wszystkich szczegółów sprawnie ubrać w słowa. Może to i dobrze, bo woal tajemnicy też jest potrzebny.

To tyle tytułem wstępu. Proszę wyciągnąć ciasteczka, zaparzyć herbatę, kawę lub nalać piwa uwarzonego na ziemi sandomierskiej (Uwaga! Mozaika będzie zawierała lokowanie produktów) i wyłączyć telefony. Zaczynamy :)

 

Danse macabre, które nas scaliło

W najgorszych korkach piątkowego poranka, dwa naładowane pozytywną siłą i słońcem samochody ruszyły spokojnie w kierunku: POŁUDNIE. Dzień zapowiadał się wyśmienicie, pogoda dopisywała, nastroje również, mimo nerwowej atmosfery na ulicach, którą zostawiliśmy za sobą. Przed nami pierwszy cel: Kościół św. Trójcy  w Tarłowie, gdzie w kaplicy Pana Jezusa można podziwiać kunsztowne stiuki przedstawiające sceny tzw. La danse macabre, które Coryllus umieszczał na okładkach pierwszych baśni, a które nasze towarzystwo tak scaliły. Z rozbawieniem odkryłam, że fryzura jednej z kostuch jako żywo zdjęta jest ze współczesnych magazynów mody i z głowy naszego wspólnego kolegi, autora świetnych tekstów.

Po osobistych modlitwach ruszyliśmy w jeszcze bardziej uroczej scenerii do Sandomierza, by tam w wyśmienitej restauracji Sarmackiej, przy ciekawych rozmowach nastroić się na spotkanie z siedzibą magnacką. Jeszcze tylko krótki spacer, chwile zamyślenia w Kościele św. Ducha i już z powrotem w samochodzie, by pokonać ostatni odcinek do Baranowa.

 

Zamek w Zamku

W końcu jesteśmy. W zamku żywej duszy, choć dwa samochody już stoją. Jedziemy więc zameldować się w części hotelowej, gdzie jest główna recepcja. Potem cieszenie oka zamkowym pokojem, łóżkiem o materacu jak trampolina, który dźwigały złocone lwie łapy, stylizowanymi fotelami i kozetką, ale też politurowanym, z antycznymi scenami, sekretarzykiem, tak starym, że nie udało się otworzyć zepsutego zamka. Jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze rozpakować, a już ukazał się trop, który mówił, że w magnackiej restauracji czekają znajome uczestniczki konferencji.

A więc zaczęło się… do kolacji dołączyło wielu znanych i dopiero co poznanych Nawigatorów, w tym pan Ryszard Mozgol, który przygotował nas psychicznie do sobotniego wykładu. Wieczór zakończył się baśniowym nocnym zwiedzaniem galerii zamkowej, w której światła wpadające z zewnątrz w ciemne wnętrze cudownie wędrowały po ramach wiszących obrazów, tworząc korytarz cieni i światła.

Pobudka na zamku należy do tych z bardziej przyjemnych – na dziedzińcu krzyczy paw, a później jakiś drapieżnik odstraszający gołębie. Czyste, rześkie powietrze, błękitne niebo i słońce zastępuje kawę. Najpierw wyborne śniadanie, domowy pasztet, mięsiwa, świetne pieczywo, nawet ciepły żurek z kiełbasą i jakiem. Jak przed polowaniem :) Jeszcze tylko rejestracja, której pilnował młody Gabryś, rzut okiem na bogactwo pysznych ciast stojących w galerii, którymi raczyliśmy się podczas kawy w kuluarach, stoisko z książkami ulokowane tam gdzie trzeba – w baszcie z obrazami i kominkiem. I już siadamy w sali w towarzystwie wizerunków króla Stefana Batorego, króla Jana III Sobieskiego i innych, a przede wszystkim ks. biskupa Zygmunta Łozińskiego. Każdy na swoim miejscu odnajduje również mały wizerunek biskupa wraz ze specjalną modlitwą w prezencie.

Gabriel Maciejewski, jako organizator zamieszania wita wszystkich, a ks. Irek intonuje Pod Twoją Obronę, która donośnie wypowiadana przez ponad 100 osób, brzmi jak egzorcyzm tego miejsca, budowanego przez Leszczyńskich, chcących trwale zamienić katolicką ziemię w centrum kalwinizmu. Tak się nie stało, jak i w Gołuchowie obok Tłokini, w którym tenże Rafał Leszczyński, który budował zamek w Baranowie założył zbór kalwiński.

 

Ku życiu czy ku śmierci. Zachowania ryzykowne w ChAD, prof. Łukasz Święcicki

Oglądany dzień wcześniej danse macabre, nieuchronny triumf śmierci nad ludźmi,  przeniósł  myśli we współczesny taniec śmierci, jakim są coraz liczniejsze zaburzenia umysłu.

Profesor, jak zwykle zabawnie, ale i z dużą wrażliwością opowiadał o ChAD, która może uaktywnić się nawet u małego dziecka. ChAD czyli choroba afektywna dwubiegunowa nie leczona demoluje życie nie tylko chorej osobie, ale również jej rodzinie, najbliższym, zamieniając ich życie w piekło, albo ruinę.

Ograniczę się tutaj do kilku poruszanych przez prelegenta punktów, które z ciekawości pogłębiłam.

  1. Cykliczność występowania okresów depresji (stagnacji, spadku nastroju, bezradności i niechęci do zrobienia czegokolwiek, z zaniżoną oceną własną i brakiem popędu, otyłością lub przesadną chudością)  i manii lub hipomanii (kiedy osobie wydaje się, że jest na najwyższej fali, prawie bóstwem, najlepsza, ciągle ma nowe szalone pomysły, nie musi odpoczywać ani jeść – stąd ta chudość, jej prawda jest najprawdziwsza, wszystko wie lepiej niż inni, wierzy, że może zrobić wszystko, łącznie z pobiciem wszelkich rekordów, od seksualnych po zdobycie wszystkich szczytów). Jak twierdzi profesor duża część himalaistów, to ludzie z ChAD, którzy w fazie manii wychodzą w góry, realizując tym samym scenariusz samobójczy.
  2. Geny – osoby u których w rodzinie wystąpiła choroba dwubiegunowa czy depresja, są bardziej narażone na zachorowanie. Ryzyko wynosi nawet 75% jeżeli choroba wystąpiła zarówno u ojca, jak i u matki.

Oczywiście Gospodarz próbował przypasować sobie dwubiegunówkę, ale diagnoza raczej błędna :) Nikt nie zaobserwował jeszcze stanów depresji przy codziennie pojawiającym się tekście, no i zbyt rzadko zażywa SPA (środków psychoaktywnych, w tym alkoholu, co jest również charakterystyczne dla tej choroby).

Profesor podkreślił, że ani ukrywanie choroby, ani przerzucanie odpowiedzialności i problemu na innych, czyli najczęściej rodzinę, której np. zafunduje się samolot jednocześnie wchodząc w piramidalne długi i problemy, ani nawet szczere nawrócenie na wiarę i duchowy rozwój nie są w stanie zastąpić leczenia. Bo Bóg leczy także poprzez ręce innych ludzi. Jednym słowem danse macabre to nie tylko triumf śmierci nad człowiekiem, ale przesłanie, by pamiętać o śmierci, ale bać się bardziej Boga niż swojej depresji.

 

O życiu i misji księdza biskupa Zygmunta Łozińskiego, ks. Krzysztof Irek

To świetny, gęsty od faktów wykład, przedstawiony lekko, z wprawą i humorem. Prelekcja o wielkim człowieku. Natychmiast po nim popędziłam kupić książkę i innym też radzę, całkowity dochód ze sprzedaży idzie na dzieci w szkole polskiej w Mińsku na Białorusi, tam gdzie Biskup udzielał posługi kapłańskiej i biskupiej i wreszcie gdzie ukrywał się u ziemian i chłopów przed sowietami. Warunki życia chłopów białoruskich w lasach, którzy pod groźbą własnej śmierci go ukrywali, były straszne. Bieda była taka, że biskup w ukryciu jadł chleb pieczony z trocinami, które zostawiły trwały ślad na jego zdrowiu w postaci wrzodów żołądka.

Cała dokumentacja beatyfikacyjna, dotycząca walecznego życia Biskupa została już zebrana, teraz potrzebny jest tylko cud, więc w chorobach, szczególnie tych nierokujących, beznadziejnych, módlmy się do ks. Biskupa Zygmunta Łozińskiego. Potrzebujemy takich odważnych świętych, jak biskup, który za życia modlił się następująco:

O Boże, któryś przed wiekami oba nasze narody, litewski i polski, węzłami braterstwa połączył i przez ten związek chwałę Kościoła Twego wśród ludów wschodnich pomnożył, oto padamy do stóp Twoich i prosimy Cię a błagamy, byś ten związek, w niebezpieczeństwo podany, na nowo wzmocnić, narody nasze do nowego pojednania się doprowadzić raczył i dał nam owocami zgody braterskiej się radować, przez zasługi Przenajświętszego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa i przyczynę Przechwalebnej Bogarodzicy Dziewicy Maryi. Amen

Powiem jeszcze tylko tyle –  ks. bp Łoziński, który za patriotyczną postawę wielokrotnie skazywany przez carskie władze, a potem przez sowietów, publicznie potępił postawę delegacji polskiej podczas rokowań w Rydze, w wyniku któ­rych tereny Mińszczyzny, zamieszkałe przez znaczną tam katolicką ludność polską, pozostały w ZSRR.

 

Polacy w carskich koszarach, dr Jacek Legieć

Niewiele wiedziałam o Polakach w carskich koszarach, szczegółów codziennego życia w koszarach armii rosyjskiej, tym bardziej. Doktor Legieć, niewątpliwy ekspert w swojej dziedzinie, trzyma wysoki poziom prelekcji narzucony przez poprzedników i wciąga w swoją opowieść.

To dobry temat, bo koszary to również zaopatrzenie, wyżywienie i skrupulatnie przestrzegane okresy postu, według prawosławnego kalendarza liturgicznego. Poniekąd więc zbliża nas do obiadu w wydaniu godnym Batorego raczej a nie carskiego żołnierza, który dostawał porcje chleba w dniu wypieku na 3 lub 4 dni, który wprawdzie zazwyczaj dobry zdarzał się jednak niesmaczny czy zakalcem.

No i głowie potrzebna jest przerwa. Na pięknych stołach przez niezwykle miłych i uczynnych kelnerów (obsługa jest świetna!) serwowany jest najpierw krem z grzybów leśnych, a następnie sztuka mięciutkiego mięsa z wybitną kaszą perłową i surówkami. Nie zabrakło też deseru.

 

Emmanuela Małyńskiego wizja powojennej Europy, dr Ryszard Mozgol

Kolejny wykład powiązany nicią straty z traktatem ryskim. To mój ulubiony prelegent, zaangażowany tak, że aż dym idzie z uszu. Żołądek po obfitym obiedzie również pracuje, jednak wykładowca nie daje zasnąć :)  Mimo rozmowy w kuluarach, podczas kolacji i wykładu wciąż niedosyt. Może to Małyński sprawia, że fascynacja i fakt, że wciąż mamy tak mało o nim materiałów, które dr Mozgol próbuje pozyskać, tak skupia uwagę. Ale ważny jest też sposób, w jaki wykładowca przedstawia sylwetkę Małyńskiego. To jazda bez trzymanki. Tak ryzykowna, jak ryzykowne było życie Małyńskiego, pełne wypadków, szybkiej jazdy samochodem, zakupów samolotów, robienia rzeczy o których inni tylko marzyli. Nasz prelegent, odnajduje w Małyńskim chyba wszystkie objawy ChAD. Tu jedynie kilka szczegółów, bo mam nadzieję, że Ryszard Mozgol będzie częstszym gościem, czy to w PGR, czy innych panelach przedsięwzięcia Gospodarza:

  1. Z rozmowy w kuluarach wynika, że nie jest łatwo, pozyskać jakikolwiek dokument o życiu Małyńskiego, zarówno od potomków przyjaciela Małyńskiego, który najprawdopodobniej przejął archiwa, jak nawet od rodziny Hermaszewskich, którzy są w posiadaniu różnych fotografii Sylwestra? Hermaszewskiego. A trzeba wiedzieć, że Sylwester – lokaj Małyńskiego, a dziadek naszego kosmonauty, był (jak i jego rodzina) pod szczególną opieką Emmanuela, jest zatem wysoce prawdopodobne, że jest też jakaś dokumentacja zdjęciowa związana z jego posługą u Małyńskiego. Czyżby zawód dziadka uderzał w legendę?
  2. Co widział Małyński? Rola Niemiec była kluczowa, by razem z Polską i Węgrami zatrzymać komunizm. Komuś zależało na tym by wyeliminować taki sojusz, albowiem kapitalizm burżuazyjny miał być zastąpiony globalnym kapitalizmem z absolutną władzą polityczną. Komuniści mieli być tylko awangardą kapitalizmu.

 

Katastrofa Smoleńska w świetle międzynarodowego prawa lotniczego,  dr hab. Katarzyna Myszowa-Kostrzewa, prof. UW

Takimi ryzykownymi działaniami z pogranicza ChAD, z pewnością nie charakteryzowała się większość osób, które zginęły pod Smoleńskiem, w naszej największej, powojennej tragedii państwowej. Przyznam, że tego wykładu nie byłam w stanie wysłuchać, choć nie tylko czynniki zmęczeniowe na to wpłynęły. Zbyt wiele bólu. Wszyscy mamy w pamięci, że nikt, nawet osoby które miały największą wiedzę czy kompetencje, by pewne elementy tej tragedii naświetlić nie zrobiły nic przez ostatnie lata i teraz również.

A to że, takie dyskusje wciąż budzą emocje, świadczą te ręce – to wcale nie jest jakaś nowa gra w nożyce, kamień, papier i kieliszek, a dyskusja o naszym systemie prawno-politycznym i jego patologii.

 

Koalicja antykarpiowa, dr Łukasz Modelski

Nie wiadomo kiedy czas minął jak błyskawica. Zrobiło się grubo po 18.00, kiedy dr Modelski, zajął się towarzyszami rewolucjonistami, co byli w spisku przeciwko karpiowi, którego zamierzali wyeliminować, był symbolem królewskim i katolickim, a dodatkowo towarzysze borykając się z głodem, chcieli wyrobić 200% normy w uprawie zboża i owiec na terenach wysuszonych stawów.

Ponownie ciekawa i zaskakująca historia. Zabrakło jedynie wcześniejszego przetłumaczenia cytatów z francuskiego na polski, dzięki czemu prezentacja nabrałaby jeszcze większego tempa. Ale historia niezwykle wciągająca, dzisiaj już pogłębiona, może uda się zrobić wkrótce oddzielną notkę na ten temat. Więc tylko parę smaczków z karpia... Towarzysz Georges Danton, jeden z przywódców rewolucji francuskiej, przy okazji znakomity mówca, w swoim oświeceniu wymyślił genialny slogan w walce przeciwko staremu „reżimowi”, którego reprezentantem stały się karpie hodowane przez klasztory i będące obowiązkowym punktem diety francuskich katolików w czasie postów. Otóż slogan ten brzmiał: Wszyscy jesteśmy spiskowcami przeciwko karpiom. A w zasadzie pełne hasło: Wszyscy jesteśmy spiskowcami przeciwko karpiom, bo wolimy panowanie owiec.

W podmokłym regionie Dombes sztuczne stawy z hodowlą ryb założone zostały już w XIII wieku przez zakonników. Zapewniają zapas żywności nie tylko w trakcie postu. Szybko się rozwijają, i nie są już tylko domeną mnichów, a również szlachty. Tworzy się tzw. kultura ryb, a region zaczyna na nich bazować gospodarczo, wysyłając karpie do odległych regionów, które były oddalone od łowisk morskich jeszcze bardziej. Ale przyszła rewolucja, która nie mogła pozwolić na dalszą działalność karpianą prowadzoną przez nieodpowiednią szlachtę, czy tym bardziej zakonników. Zabrała się więc rewolucja do naukowego wyjaśniania, że stawy z kontrrewolucyjnym karpiem są bardziej szkodliwe niż przydatne dla ludzi i zwierząt (bo te choroby, siedlisko epidemii i niezdrowego, wilgotnego klimatu, itp). Obliczano, w ramach akademickich konkursów, ile to na wysuszonych terenach uda się posadzić i zebrać zboża. No, a przede wszystkim wysuszenie stawów, które kojarzyły się z klasztorem i postem, przysłuży się bezpieczeństwu kraju… Ech jakże nowych kolorów nabrała rodzima walka z zakupem karpi na Wigilię...

 

Jesiotry co są lubiane za ikrę, a czasem za ciepło na szyi oddawane ;)

I już koniec. Jeszcze tylko ostatnia przy wspólnym stole kolacja. Wyrozumiała i cierpliwa obsługa, która nawet o północy nie wywierała presji na opuszczenie lokalu. Żarty pana Michalkiewicza. Ostatni tatar, który wygrał z kawiorem z jesiotra. I najważniejsze – pewność, że w Baranowie kóz nie kują. Kuliśmy wymianę myśli, aż iskrzyło czasem. Kuliśmy kawałek innego świata, w którym serca nie są oddzielane od korzeni, a który tylko danse macabre kiedyś odbierze.

 

Dziękuję organizatorowi tego udanego zamieszania, czyli Gospodarzowi, Prelegentom i fantastycznym Uczestnikom, którzy nawet z Paryża przybyli :) Było bardzo dobrze!

 

 

Ps. A kogo skuliśmy to już tajemnica ;) I jeszcze na szybko trochę zdjęć

 

Stiuki w Kościele Trójcy Przenajświętszej, Tarłów

Wspieramy lokalne browary, nabyte po posiłku w świetnej Sarmackiej restauracji. Wersja krainy leśnej została wypita ;)

Restauracja Sarmacka, Sandomierz

Restauracja Magnacka Baranów

Tutaj mieliśmy bufet z ciastkami, kawę i rozmowy kuluarowe

Stefan Batory też był z nami

Prezent w postaci wizerunku Biskupa Łozińskiego

Zaraz będzie o Małyńskim

Dziedziniec na Zamku

Zamek w Baranowie  XIX wiek



tagi: konferencja  lul  baranów sandomierski 

ainolatak
11 marca 2019 21:52
57     3361    53 zaloguj sie by polubić
komentarze:

Boguska @ainolatak
11 marca 2019 22:20

Dziekuje,swietna relacja!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ainolatak
11 marca 2019 22:27

Dzięki 

:)

 

zaloguj się by móc komentować

raven59 @ainolatak
11 marca 2019 22:28

Dałem +

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @raven59 11 marca 2019 22:28
11 marca 2019 22:34

Panu też wielki plus się należy za pracę operatora, scenarzysty i za pomocną rękę, która w Baranowie była bardzo widoczna :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @ainolatak
11 marca 2019 23:21

Genialny wpis, Pani Ainolatak...

... przeczytalam z zapartym tchem... a czulam sie - prawie - jak bym tam byla... no i super zdjecia.

Poraz kolejny przekonuje sie,  ze  zupelnie "nowi" prelegenci, absolutnie nieznani z kurwizora, ktorych zaprasza Gospodarz na swoje konferencje - to jest  strzal w 10-ke  !!!

zaloguj się by móc komentować

betacool @ainolatak
11 marca 2019 23:26

Wielki plus, choć jest on w sumie bardzo niewielki w porównaniu do tego, czego mogliśmy doświadczać będąc na miejscu. 

Ciekawe zdjęcia. Choć zupełnie inne od tych wybranych dziś wstępnie przeze mnie.

 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @ainolatak
12 marca 2019 01:48

Obecny, z +++

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @ainolatak
12 marca 2019 06:30

Dziękuję. Nie mogłam już się doczekać na pierwsze informacje o konferencji. Jak Bóg da, to będę w Kliczkowie. Sercem już tam jestem!

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @betacool 11 marca 2019 23:26
12 marca 2019 07:07

To jestem bardzo ciekawa twoich zdjęć i wrażeń. Zdjęcia mam nieliczne, więc nie było zbytnio w czym wybierać, bo i aparat w komórce dobre robił tylko w lepszym oświetleniu.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @adamo21 12 marca 2019 01:48
12 marca 2019 07:15

A był Pan w Baranowie?? Jeśli tak, to wielka szkoda, że nie porozmawialiśmy.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Matka-Scypiona 12 marca 2019 06:30
12 marca 2019 07:17

@ all

gorąco zachęcam Państwa do uczestnictwa, bo to rzeczywiście niecodzienne wydarzenie. Wrażeń tyle, że nie sposób ująć je we wpisie. Bo ten zawsze jakiś wybiórczy wyjdzie...na przykład napisze się wiecej o jednym prelegencie ;) Tu wszyscy byli na wysokim poziomie i mam nadzieję, że spotkań/nagrań będzie również więcej z pozostałymi. Ksiądz Irek - równie wspaniały i wciągający mówca, prof Święcicki klasa sama w sobie, co już wielokrotnie nam pokazał. Mam szczerą nadzieję, że wszyscy będą zaangażowani w nowe pomysły Gospodarza :)

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ainolatak
12 marca 2019 07:22

Jesteś niezniszczalna, że tak szybko tę notkę wysmażyłaś ja jeszcze wracam do siebie i wertuje w głowie co tam się właściwie wydarzyło :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @parasolnikov 12 marca 2019 07:22
12 marca 2019 07:28

:))) wertuj wertuj, bo tam się znacznie więcej wydarzyło niż napisałam...dawaj swoje wrażenia

Była taka cisza, że wieczorem trzeba było przerwać napięcie, kolację zawsze można zjeść rano ;)

zaloguj się by móc komentować


przemsa @ainolatak
12 marca 2019 07:44

Dzięki. Plus.

 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @ainolatak 12 marca 2019 07:15
12 marca 2019 08:06

Niestety,  chciałaby dusza do raju, do Baranowa jest mi zbyt bardzo, bardzo daleko. 

zaloguj się by móc komentować

bolek @ainolatak
12 marca 2019 08:52

Jeden + to za mało ;-)

zaloguj się by móc komentować

DWiant @ainolatak
12 marca 2019 09:13

Nie bylem ale plusa daje....

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @ainolatak
12 marca 2019 09:40

Lekkość pióra/klawiatury do pozazdroszczenia w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Jest pytanie - czy zazdrość może być pozytywna? :)

Zdjęcie jak u rasowego reportera. :)

Pięknie.

 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @ainolatak
12 marca 2019 09:56

Tak było. Potwierdzam. Plusa daje i mobilizuje się aby i swojej relacji dołożyć.

Pozdrowienia serdecznie dla wszystkich uczestników obecnych i nieobecnych. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @ainolatak
12 marca 2019 10:25

Byli tacy co im jedzenie nie smakowało...dla mnie było dobre

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @gabriel-maciejewski 12 marca 2019 10:25
12 marca 2019 11:00

w domu boją się wybrzydzać, to sobie folgują gdzie indziej

zaloguj się by móc komentować

grudeq @gabriel-maciejewski 12 marca 2019 10:25
12 marca 2019 11:06

To tak jak w Rosyjskiej Armii. Jednym jedzenie bardzo smakowało. Inni twierdzili, że ich trują. W gustach nic się nie zmienia. 

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @ainolatak
12 marca 2019 11:20

Re-re.

Rewelacyjna relacja, dzięki :)

 

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @gabriel-maciejewski 12 marca 2019 10:25
12 marca 2019 11:23

Bardzo dobre jedzenie, lepsze niż w Tłokini, bez tych ciężkich beszameli. Zarówno śniadnia z pysznymi prawdziwymi wędlinami i domowym pasztetem, jak obiad, oraz domowe ciasta do kawy.

zaloguj się by móc komentować

Aleksandra @ainolatak
12 marca 2019 12:24

Cudnie:)

Dałam plusa - również za zdjęcia. Dziękuję za relację! I za jedno jeszcze - chociaż przez chwilę pobyłam i w Sandomierzu! Żałowałam, że zabrakło mi czasu na odwiedziny królewskiego grodu. 

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @ainolatak
12 marca 2019 12:25

Swietna relacja, Pani Katalonio, pieknie i nastrojowo rzecz napisana.  Duzo w niej rozmaitych smaczkow.

Zaintrygowana chocby tym fragmentem: "fryzura jednej z kostuch jako żywo zdjęta jest ze współczesnych magazynów mody i z głowy naszego wspólnego kolegi, autora świetnych tekstów.", rzucilam sie do internetu w poszukiwaniu wyrazniejszych zdjec stiukow z Tarlowa. Autor tychze wykazal sie wyobraznia, bo w kazdej scenie smierc ma inna fryzure:) Ta, towarzyszaca bawiacym sie dzieciom, w istocie ma piekny czub à la pan Maciej:)

http://www.jura-pilica.com/?-taniec-smierci-z-pilica-w-tle,457

Swietne zdjecie gestykulujacych rak, swiadczace o tym, ze jednak duzo mamy wspolnego z Wlochami.

Etykieta browaru Sandomierz - niezwykla:) Znow poszperalam i oto co znalazlam (uwaga! to nie lokowanie produktu, ale zainteresowanie graficzna strona, bardzo oryginalna. Przykladowo"Grzdyl ksiezycowy" - sliczne. Autorem projektow etykiet jest Leszek Kostuj)

https://www.browarsandomierz.com/nasze-piwa

 

zaloguj się by móc komentować

Aleksandra @jestnadzieja 12 marca 2019 12:25
12 marca 2019 13:13

:)

dzięki za link do browaru!

Zaraz sprawdzę, czy mają miodowe:) Najbardziej lubię.

Swoją drogą, malowidła danse macabre uwielbiam od dziecka, czyli dużo dłużej niż piwa miodowe:)

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @ainolatak
12 marca 2019 14:27

Z rozmowy w kuluarach wynika, że nie jest łatwo, pozyskać jakikolwiek dokument o życiu Małyńskiego

W notach biograficznych o Malynkim widnieje informacja, ze zmarl 17 maja 1938 roku w Lozannie. Bezskutecznie poszukuje sladow po nim tutaj. Jest w sieci sporo odnosnikow po francusku do jego tworczosci, do znajomosci z Leon de Poncins (z ktorym wspolnie napisali "La guerre occulte"). Nie zdolalam dotrzec do informacji gdzie zostal pochowany, chcialam mu swieczke na grobie zapalic. Przejrzalam dostepne w internecie artykuly pana R.Mozgola, ale nie natrafilam na taka informacje. Moze nieuwaznie czytam? Moze pan Ryszard gdzies o tym wspomnial?

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Andrzej-z-Gdanska 12 marca 2019 09:40
12 marca 2019 15:39

Panie Andrzeju, bardzo dziękuję, mam nadzieję, ze dojechał Pan już bez rządnych przygód do domu.

Myślę, że jeśli zazdrość buduje/motywuje do dobrego i jest jej tylko krztynka to może być pozytywna :) Ale gdzie tam reporter...zdjęcie wizerunku/obraska biskupa Łozińskiego robiłam na kolanach...zobaczy Pan dopiero zdjęcia Parasola!

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @ainolatak 12 marca 2019 15:39
12 marca 2019 15:42

Chyba jakis zlosliwy smartfon robi Pani psikusy

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jestnadzieja 12 marca 2019 12:25
12 marca 2019 15:49

Bardzo dziękuję :) Mam nadzieję, że Pani również uda się dotrzeć na następną konferencję. Dobrze byłoby mieć Panią na miejscu, a nie tylko pozdrowienia przekazane przez Tropicielkę :)

Pani to ma oko i nosa, znaczy intuicję kobiecą. Prawda, że fryzurka w ten deseń? :)))

Te ręce mnie samą zaskoczyły, bo w ferworze rozmowy nie zwracaliśmy uwagi…a rozmowa była gorąca!! Browar rzeczywiście fajny, szkoda, że nie było pszenicznego, ale za to było takie z leśnej krainy z fajnym ludkiem, którego tu na stronie nie widzę. Te grzdyle też niezłe, trochę odjechane, ale przynajmniej nie jest to kraina grzybów :)

To właśnie potomkowie wspomnianego przez Panią Leona de Poncins mogą mieć archiwa. A Małyński pochowany jest w Lozannie. Dr Mozgol w grudniu polecił mi tą Wojnę okultystyczną, dotarła i w prawdzie przeczytałam tylko początek, ale muszę powiedzieć, że jest ostro…etruskowie w fartuszkach.

Jeszcze tylko kawałek z jakiegoś wywiadu o historii Hermaszewskich (okazuje się, że chyba pomyliłam imię dziadka – to Sylwester, nie Franciszek), w której nie ma słowa o tym, że był po prostu lokajem, a w zamian tego „bywał”…. To trochę wyjaśnia nieprzyjazne podejście do udostępnienia czegokolwiek…przyjaciel fantasty…tak tworzy się własne rodzinne legendy, prawie hrabiowskie…

Jeden z synów Wincentego, Sylwester Hermaszewski (1853-1943), urodzony w Zurnem, zaprzyjaźnił się z właścicielem Małyńska, hrabią Emanuelem Małyńskim, fantastą, birbantem, i zwiedził z nim kawał świata. Był niemal stałym gościem w pięknym pałacu Małyńskich, którzy należeli do elity wołyńskiej. Świadczy o tym choćby fakt, że Emanuel Małyński miał samochody najnowszych marek, co było wówczas rzadkością na Wołyniu, i własny samolot marki Farman. Latał nim ze specjalnie wynajętym francuskim instruktorem pilotażu nisko nad polami, budząc podziw i popłoch sąsiadów.

https://nto.pl/tragedia-i-wzlot-hermaszewskich/ar/4183121

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jestnadzieja 12 marca 2019 15:42
12 marca 2019 15:51

:DD może Pan Andrzej wybaczy mi te rządne ;)

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @ainolatak 12 marca 2019 15:49
12 marca 2019 16:08

Po prostu fantastyczna ta historia rodziny Hermaszewskich :D

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @ainolatak 12 marca 2019 15:49
12 marca 2019 16:13

"Prawda, że fryzurka w ten deseń? :)))"

Absolutnie. Abolutnie.

"A Małyński pochowany jest w Lozannie."

Przekopalam internet w tej sprawie, ani sladu informacji. No nic to, musze wybrac sie na cmentarz miejski (jeden, za to ogromny) i tam w jakims zarzadzie zasiegnac jezyka, bo informacji o pochowanych (tak jak w Polsce) inaczej sie nie uswiadczy.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @ainolatak 12 marca 2019 15:49
12 marca 2019 16:35

Niesamowity ten kawalek o Hermaszewskich  !!!

Nie wyobrazam sobie zebym miala az taaakie kompleksy jesli chodzi o najblizsza rodzine... dziadkow, rodzicow, rodzenstwo, a juz wstydzic sie za to kim byli albo co robili - to zupelnie nie do przyjecia...

... moze to dlatego, ze nie mam w rodzinie komucha kosmonauty i €osla  Rycha Czarneckiego  !!!

zaloguj się by móc komentować

agnieszka-slodkowska @ainolatak
12 marca 2019 16:41

Świetna recenzja! + :)

P.S. Nie myślałaś Agnieszko o przetłumaczeniu choćby fragmentów "Wojny okultystycznej" i wrzuceniu na SN?

P.S.2 Jedna fotka zdaje się moja, tyle że przycięta, nieprawdaż? ;)

 

zaloguj się by móc komentować

Robo @ainolatak
12 marca 2019 20:00

Swietnie sie czyta . Gusiu pisz dla nas czesciej ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @agnieszka-slodkowska 12 marca 2019 16:41
12 marca 2019 21:04

Dziękuję Aguś i widzisz jak strzelone z nienacka przez Ciebie zdjecie się przydało? :) Oczywiście, że okrojone....rodo ;)

Ten namalowany obraz zamku w Baranowie wyzwolił we mnie takie marzenie, że może na jakiejś konferencji może by i twoje obrazy tak stały/wisiały? 

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ainolatak
12 marca 2019 21:13

Dziękujemy za świetny tekst (właściwie to jest bardzo zajmujące opowiadanie), wspólną podróż w konwoju, oraz doborowe towarzystwo. Było wspaniale, właśnie tak, jak opisałaś powyżej. Jeśli na konferencji jest dobre towarzystwo i zajmujące rozmowy kuluarowe, to znaczy, że konferencja jest udana. W tym przypadku właśnie tak było.

Pozdrawiamy

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Robo 12 marca 2019 20:00
12 marca 2019 21:23

dziękuję, postaram się, ale jest ciężko :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Stalagmit 12 marca 2019 21:13
12 marca 2019 21:38

Lubię konwoje, a szczególnie takie jakie był, mam nadzieję, że to nie ostatni :) Tylko cb-radia nam brakowało, dla większej zabawy :) Również serdecznie pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @ainolatak
13 marca 2019 13:18

Świetna relacja. Kłaniam się.

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @ainolatak 12 marca 2019 15:51
13 marca 2019 18:30

Ale ciekawostka :) Gdyby nie ten komentarz to bym w ogóle nie zauważył :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Andrzej-z-Gdanska 13 marca 2019 18:30
13 marca 2019 19:40

To wredny telefon był, co tak przeinacza słowa :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @krzysztof-laskowski 13 marca 2019 13:18
13 marca 2019 19:41

Dziękuję Krzysztofie i pozdrawiam serdecznie :-)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @grudeq 12 marca 2019 09:56
14 marca 2019 08:34

Jakieś bielmo na oczach miałam, że nie zauważyłam twojego komentarza...dziękuję :-)

Ale Piotrze jak z tą mobilizacją, gdzie twoja relacja? :-) Biorąc pod uwagę twoją wiedzę i doświadczenie, liczyłam na pisemne ustosunkowanie się do wykładu o prawie i odpowiedzialności w prawie w polskim ;) Mimo pracy może znajdziesz chwilę czasu? Byłoby super

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @gabriel-maciejewski 12 marca 2019 10:25
14 marca 2019 08:36

Wyjątek kwestii smaku potwierdza regułę :)

Jedzenie było bardzo dobre, w pokaźnych ilościach, ze wspaniałą obsługą. Idealnie.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ainolatak
14 marca 2019 21:34

Katalonio kochana, nie wiem jak to się stało, ale choć plusa za relację już 3 dni temu Ci dałam, a moja notka jest nawiązaniem nie tylko w tytule do Twojej, to z nieznanych mi przyczyn jeszcze jej nie skomentowałam! Byłam pewna, ze to już dawno zrobiłam, a tu taki zonk!

Naprawiam szybko niedopatrzenie i niniejszym wyrażam swój podziw, tudzież przyznaję się do niechrześcijańskiej zazdrości z powodu prawdziwego kunsztu literackiego i fotograficznego. Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.

Wybacz i przyjmij stosowny hołd. Notka śliczności.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @ainolatak
15 marca 2019 02:45

Plus. Plus dodtakowy plus za tytuł. Oraz sugestywne zdjęcia.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jolanta-gancarz 14 marca 2019 21:34
15 marca 2019 07:10

Bardzo dziękuję Jolu, aż poczułam sie zawstydzona. Nie możesz tak pisać...mea culpa, bo to tylko dzięki Tobie w ogóle napisałam pierwszą notkę! I dzięki Tobie pojawiła się kolejna nawigatorka Orjolanka :)

Wszystkie relacje rewelacyjne i potrzebne, bo jeszcze bardziej utrwalają co tam się wydarzyło. Tylko każda wrzuca coś osobistego, własną percepcję, co sprawia, że każda jest wyjątkowa :)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @pink-panther 15 marca 2019 02:45
15 marca 2019 07:16

Bardzo dziękuję! Brakowało tam Pani...kiedy przenosiliśmy się z zamku do czworaków na dalsze Polaków rozmowy pod hotel podjechała biała dłuższa limuzyna z przyciemnionymi oknami, rzuciłam że to Różowa Pantera przyjechała i aż sprawdziłam czy drzwi się otworzą... Mam nadzieję, że jednak uda się Pani dotrzeć, czy to na kolejną konferencję, czy na panel albo wydarzenie w akademii. Pozdrawiam serdecznie :)

zaloguj się by móc komentować

tk @ainolatak
15 marca 2019 16:04

podziwiam!

zaloguj się by móc komentować

Kondzio-San @ainolatak
15 marca 2019 22:57

A czemu to nikt mi o tym wczesniej nie powiedzial ;-), tylko teraz post factum się dowiaduję jak tam było ;-). Opis wspaniały, ale być, a usłyszeć o tym jak było to nie to samo ;-)

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @ainolatak
17 marca 2019 09:27

By skosztować pełnej uczty trzeba przybyć do Kliczkowa.

Czy można prosić o rozwikłanie tego tajemniczego zdania?

Z góry dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak
17 marca 2019 11:55

Moja relacja jest tylko takim degustacyjnym daniem, jedynie by złapać smak, ale się nie najeść, a może nawet i nie zdążyć odgadnąć, z jakiego warzywa jest ta łyżeczka pure, leżąca obok plastereczka mięsa z kroplą sosu wykwintnego.

By skosztować wydarzenia w pełni, najeść się do syta przez te kilka dni (bo przecież to nie tylko ponad 9 godzin wykładów, ale i rozmowy wieczorne przy stole, chłonięcie historii miejsca, czasem okolic) trzeba przybyć na konferencję. A następna jest w Kliczkowie :)

Jak Pan widzi Panie Andrzeju, dosyć prosto rozumuję -  "przez żołądek", a ten nie jest niestety tajemniczy, mimo że "do serca" ;)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować